Co nam dał Pius VI? Subiektywna ocena pontyfikatu i dyskusji z nim związanej. (AdMyZ)

Autor artykułu: Jego Ekscelencja Aurelio Lorenzo Carlo de Medici y Zep SJ

Wspominałem kiedyś, że ocenianie Biskupa Powszechnego podczas trwania jego pontyfikatu uważam za niebezpiecznie balansujące na granicy przyzwoitości. Dziś, kiedy Jego Eminencja Albert Orański powrócił do stanu kardynalskiego, a stery Łodzi Pawłowej przejął Jego Świątobliwość Ojciec Święty Sylwester I, możemy swobodnie dyskutować i przedstawiać swoje wizje tego roku, kiedy Sługą Sług Bożych był Pius VI.

Zauważyłem, że w ostatnim czasie wielu komentatorów rotryjskiego życia publicznego przedstawia opinie niepochlebne, przedstawiając Piusa VI jako Patriarchę nieaktywnego, dalekiego od prostego ludu, który powinien zostać prędko zastąpiony. Nie zamierzam z tymi opiniami polemizować, znając złożoność otaczającego nas świata, mogę pokusić się o stwierdzenie, że tyle samo jest w nich prawdy, co fałszu. Chcąc jednak zachować zdrową równowagę w rotryjskiej prasie, a także w trosce o umysły i wiedzę przyszłych pokoleń Rotryjczyków, postanowiłem uczynić coś zgoła przeciwnego. W niniejszym artykule postaram się odpowiedzieć na tytułowe pytanie: „Co dał nam Pius VI?”, czyli opowiedzieć co mu zawdzięczamy i za co powinniśmy pozostać wdzięcznymi, bez względu na nasze osobiste sympatie i animozje polityczne. Ktoś powie, że nie należy dolewać oliwy do ognia. Ja natomiast sądzę, skoro już dyskutujemy, powinniśmy tę dyskusję utrzymać aż do uzyskania konsensusu. Zwłaszcza, że szczególnie negatywne ocenianie tegoż pontyfikatu uważam za po prostu niesprawiedliwe. Być może zawiodłem tych, którzy oczekiwali „rozlewu krwi”. Być może ktoś powie, że nie dostrzegam negatywów. Przeciwnie, dostrzegam je, lecz o nich już powiedziano. Powiedziano być może nawet nazbyt wiele.

Nie chciałbym w tym artykule słowo w słowo cytować mowy byłego już Ojca Świętego z Audiencji Generalnej kończącej pontyfikat, bowiem ona dobrze oddaje jego zasługi. Chciałbym o owocach jego pasterskiego posługiwania opowiedzieć z perspektywy zwykłego Rotryjczyka, który zdążył już pobłądzić i opamiętać się, dość młodego, aczkolwiek przebywającego w Rotrii od roku i absolutnie zakochanego w tym małym zakątku sieci. Proszę mi zatem wybaczyć ewentualne potknięcia merytoryczne, to tylko moja bardzo subiektywna ocena.

Przybyłem do Rotrii kilka dni po rozpoczęciu pierwszego pontyfikatu Piusa VI. Trudno mi zatem porównywać go z poprzednimi Biskupami Powszechnymi na podstawie własnych doświadczeń. Mogę oprzeć się jedynie na zasłyszanych informacjach i opowieściach starszych Braci. Powszechnie jednak wiadomym jest, że czas, w którym Ojciec Święty wkraczał na Złoty Tron, był czasem burzliwym i niebezpiecznym. Stolica Apostolska nie cieszyła się wówczas stabilizacją, przeciwnie, jej losy stanęły pod znakiem zapytania. Zaś ostatni rok, niezależnie jak ocenimy ten czas pod względem aktywności, był okresem spokoju, braku większych kłopotów i poważnych zawirowań. Wszelkie problemy, które mogły zagrozić Kościołowi Powszechnemu, były szybko rozwiązywane. Guliano Montini, który podburzał do buntu przeciwko Biskupowi Powszechnemu został szybko ekskomunikowany, a głoszone przez niego herezje sprostowane. W efekcie relacje rotryjsko-suderlandzkie (bo to one były najbardziej narażone na szkodę) pozostały nienaruszone. Również narodziny Kościoła Ekumenicznego spotkały się z szybką i ostrą reakcją, a prędko nastał jeden pasterz i jedna owczarnia. Owszem, w tym drugim wypadku niekoniecznie istnienie korelacji wiąże się z zachodzeniem przyczynowości. Weźmy jednak pod uwagę, że Kościół Rotryjski przeszedł przez ten rozłam bez szwanku i dziś jest on jedynie epizodem historycznym, nota bene wartym podjęcia na naszej Alma Mater. Kto wie, może nawet ja sam zdecyduję się spisać o tym pracę, bowiem jestem uczestnikiem tych wydarzeń, co więcej, ze strony schizmatyckiej.

Pius VI dał nam również więcej niż stanowią wszystkie piksele ziem na mikroświatowej mapie. Zyskaliśmy swoje namacalne miejsce w przestrzeni Internetu, własny serwer, na którym spoczywają nasze państwowe witryny. Jeśli ktoś spośród szanownych Czytelników uzna, że jest to kwestia drugorzędna, śpieszę z wytłumaczeniem, iż jest w błędzie. Wszelkie darmowe serwery mają tylko jedną zaletę – są darmowe. Prócz tego, dane są na nich narażone na niebezpieczeństwo ich utraty, zdarzają się poważne problemy z działaniem strony, czy nawet obniżony jest prestiż właściciela witryny. Pragnę skupić się na tym drugim, bowiem podczas mojego rocznego pobytu w Rotrii byłem świadkiem jednej poważnej awarii, która wręcz uniemożliwiła korzystanie z forum przez kilka długich dni. Dziś te problemy się nie zdarzają. Ponadto, strona działa teraz wyraźnie sprawniej i szybciej. Wreszcie, mamy dziś piękną stronę główną, którą warto promować i informować o jej istnieniu za granicą. Spotkałem się już z komentarzami osób, które były zaskoczone jej istnieniem, gdy odnalazły odnośnik do niej na witrynie Towarzystwa Jezusowego. Strona jest piękna i stanowi doskonałą wizytówkę Patrymonium Świętego Pawła. Udało się też odzyskać archiwalne forum, posiadające ogromną wartość historyczną. Otwarte zostały drzwi dla rzesz historyków, którzy mogą odtąd czerpać garściami z bezcennego i niekończącego się zasobu źródeł pisanych oraz rzeczowych. Niestety, nikt z tej szansy nadal nie korzysta, a bardzo szkoda.

Niewątpliwie ogromny jest w tym udział Jego Eminencji Orjona von Thorn-Surmy, jednak nie podlega dyskusji, że są to zasługi również Ojca Świętego, który był zapewne pomysłodawcą i koordynatorem prac. Dla mnie osobiście, jako młodego i do jeszcze niedawna początkującego Rotryjczyka, jest to niezmierzone ubogacenie, że z tak bliska mogę obserwować przeszłość mojej Ojczyzny, a ponad wszystko Kościoła.

Wspomnieć warto o Signorii, bowiem jej istnienie jest jedną z większych zasług Ojca Świętego Piusa VI. Można rzec, że Patriarcha dał wędkę zamiast ryby. Nawet jeśli sam w pewnych momentach nie wyrażał nadmiernie swej aktywności, dał Rotryjczykom ogromne pole do samodzielnego działania i generowania pozytywnego zamieszania. Niestety, Lud Rotrii od dłuższego czasu nie odwiedza już Sali Obrad, która straszy pustkami. Jak zatem zarzucać Patriarsze, że robi niewiele, skoro sami grzeszymy tak samo, jeśli nie jeszcze bardziej? Tu wszyscy, jak jeden mąż, winniśmy uderzyć się w pierś mówiąc mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

Pragnę jeszcze poruszyć kwestię niezwykle ważną dla mnie osobiście, a także dla Towarzystwa Jezusowego. Otóż kardynał Albert Orański, jako Biskup Powszechny, uczynił mnie Generałem tejże wspólnoty. Nie przypisując sobie żadnych zasług, bo przecież sukces Towarzystwa jest naszym wspólnym dziełem, muszę przyznać, że był to krok, który dał Rotrii naprawdę wiele. Przecież gdyby nie ta decyzja, Zakon najpewniej umarłby śmiercią naturalną. A dziś? Dziś zrzesza ośmiu duchownych, wydaje popularną gazetę, rozpoczyna ekspansję na inne państwa mikroświata. Bez jednego brewe Piusa VI żadna z tych rzeczy nie miałaby miejsca. Całe Towarzystwo Jezusowe jest winne wdzięczność kardynałowi Orańskiemu i każdy nowicjusz powinien się o tym uczyć.

Roczny pontyfikat Piusa VI dał Rotrii przede wszystkim stabilizację, co stwierdził sam były Patriarcha i doskonale opisał podczas Audiencji Generalnej. Tu stajemy przed zasadniczym pytaniem, bo odpowiedź na nie będzie naszym punktem odniesienia w ocenie Piusa VI. Co jest ważniejsze: aktywność, czy stabilność? W mojej opinii obie są równie wartościowe. Zatem mówienie o tym, że były Ojciec Święty niewiele Rotrii dał, bo nie był wówczas, jak to już określono w tym dyskursie, animatorem, jest głoszeniem jedynie półprawdy. Być może dzięki tej elekcji sprzed roku możemy właśnie teraz rozmawiać o niej i głosić swe przekonania na łamach rodzimych rotryjskich gazet?

Ktoś może pomyśleć, że pragnę przypodobać się Jego Eminencji Albertowi Orańskiemu. To nieprawda, bo nasze relacje nie wymagają poprawy, choć w marcu skierowałem ku niemu wiele gorzkich słów. Ja osobiście wiele Piusowi VI zawdzięczam i wręcz czuję się zobowiązanym stanąć w jego obronie, gdy jest tak intensywnie atakowany. Tak samo, co jest stanowiskiem dość niepopularnym, nie włączę się nigdy do publicznego głoszenia złych słów o śp. Severinie Castiglionim, choć niezaprzeczalne jest, że pod koniec swego v-życia działał na szkodę Kościoła Rotryjskiego. Lecz wdzięczność za dobro, które dla mnie uczynił u początków mojej drogi, wymaga ode mnie dozgonnego zachowania szacunku wobec jego osoby.

Nie jestem też negatywnie ustosunkowany do głoszenia poglądów krytycznych. Jestem wręcz za. Na tym polega zdrowa dyskusja, relacje w poprawnie funkcjonującej społeczności, że wymieniamy się opiniami i nie boimy się ich głosić, a także wypominamy sobie wzajemnie popełniane błędy, pomagając się poprawić. Zwłaszcza, jeśli krytyka jest rzeczowa. Czyńmy to dalej i nie przestawajmy, bo to właśnie generuje aktywność, o której tak wiele mówimy. Patriarcha Pius VI miał wady, czasem poważne. Dokładnie tak samo jak każdy z nas i zapewne tyle samo co my wszyscy, każdy z osobna. Bo był jednym z nas, lecz to na nim położono trudne zadanie, ogromny obowiązek i odpowiedzialność zarządzania Winnicą Pańską w świecie wirtualnym.

Piszę ten artykuł, bo chcę głośno powiedzieć, że pontyfikat Piusa VI nie był dla Rotrii czasem straconym, a czasem obfitującym w cenne szanse, często przez nas niewykorzystane. Był czasem stabilizacji, czasem zrównoważonego rozwoju. Choć jak w każdym wypadku, zawsze może być lepiej. I wierzę, że w przyszłości będzie.

To długi artykuł, bo o rzeczach ważnych mówi się wiele. Wierzę jednak, że jasno wyraziłem w nim swoje stanowisko. Dziękuję i z serca błogosławię tym, którzy dotarli do końca.

 

0005K4BFLJURA5TR-C116-F4-2.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s