Quo vadis, Pollinie? – dk. Nicolas Dreder SJ

Autor artykułu: ks. dk. Nicolas Dreder SJ

Wyobraźmy sobie, że dzisiaj mamy 20 listopada 1990 r. Po kolacji, oglądając wieczorne wydanie Dziennika Telewizyjnego, prawdopodobnie usłyszymy o odebraniu w Krakowie pierwszego listu elektronicznego – zwanego fachowo e-mailem. Dzień ten, umownie uznawany jest za narodziny polskiego internetu. Platformy, która umożliwia nam korzystanie z portali społecznościowych, robienie zakupów, oglądanie filmów czy słuchanie muzyki. Internet ma również wiele innych możliwości, a gdzieś tam, na szarym jego końcu plasuje się działalność mikronacyjna.

5 lat po odebraniu pierwszego meila, były widoczne fundamenty działalności Internetu w Polsce. Pojawili się pierwsi komercyjni dostawcy, jak również TP S.A. umożliwiała korzystanie z Internetu za pośrednictwem kabla telefonicznego. Komputery stawały się coraz mocniejsze, a w odległych Stanach Zjednoczonych Bill Gates zaprezentował światu legendarny już Windows 95! Zapewne wśród starszych czytelników odżyły wspomnienia i niejeden z nich uronił łzę wzruszenia. W tym samym roku, w strukturach wciąż raczkującego Internetu w Polsce powstaje – dziś uboga, a w tamtych czacach niezwykle zaawansowana technologicznie – grupa dyskusyjna promująca Internet w Polsce, o nazwie – Polska Społeczność Internetu. Dlaczego o tym pisze? Dlatego, że kilka tygodni po jej powstaniu, grupa studentów utworzyła protoplastę dzisiejszych mikronacji, która znana jest jako Wolne Miasto Evilstone. De facto jego założyciele nie określali się mianem „mikronautów”, ani też swojego państwa nie nazywali „mikronacją”. Oni nie znali tych pojęć, te zaś zostały wprowadzone kilka lat później, będąc zwrotami zapożyczonymi z zachodnich wzorców.

Słoneczne lato 1998 roku przyniosło nam – istniejące do dziś – Królestwo Dreamlandu, którego twórcą został TomBond. Królestwo było pełnoprawnym państwem wirtualnym i przez część osób jest uznawane jako pierwsze, które powstało w polskim ruchu mikronacyjnym. 4 lata później, 25 maja 2002 roku powstała Sarmacja, a kolejne 3 miesiące później – Scholandia. Przez długi okres, ta trójka była uznawana „Wielką Trójcą Polskiego Mikroświata”, miały te mikronacje pewnego rodzaju monopol na dominację Mikroświata i przez długi czas skupiały najwięcej obywateli.

Lata mijały, dostęp do Internetu zyskiwało coraz więcej osób, z których niewielka garstka decydowała się zamieszkać na Pollinie. Część osób do dziś nie wie, że istnieje coś takiego jak Polski Wirtualny Świat, a ci, którzy wiedzą o jego istnieniu na pewno nie żałują zamieszkania w nim. Wraz z upływem czasu zmieniały się również trendy i ambicje ludzi. Z czasem samo odzwierciedlanie działania państwa stało się nudne i niewystarczające, pojawiły się więc symulacje polityki, w tym różnych intryg i spisków. W Mikroświecie zadebiutowały również państwa historyczne, zwane też pogardliwie „kseronacjami”, które w swym założeniu miały być wirtualną kopią realnego odpowiednika. Do dzisiaj przetrwały tylko dwa z tych państw – ojczyzna autora, Państwo Kościelne Rotria oraz położona na Nowym Kontynencie Rzeczpospolita Obojga Narodów. W przeciągu kilkunastu lat dane nam było zamieszkać w w setkach państw. Mogliśmy stać się poddanym Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości w Monarchii Austro-Węgierskiej, w odwzorującej najpierw Królestwo Greckie, a potem Republikę Grecką – Surmenii; w Skarlandzie, który nawiązywał do realnej Hiszpanii. Istniały też tak egzotyczne państwa, jak Samunda, która pozwalała nam zamieszkać w jednym z afrykańskich plemion czy Republika Ludowa Siedmiogrodu, gdzie mogliśmy zostać komunistą. Oczywiście to tylko kilka z państw, które przez lata tworzył Polski Mikroświat.

W kolejnej części artykułu pragnę się skupić na tym, co sprawiło, że Pollin kurczy się w oczach. Rozważyć problem, z którym mikronauci borykają się od wielu, wielu lat. W pierwszej kolejności przychodzi mi do głowy nieuniknione starzenie się społeczeństwa i brak następców w ich miejsce. Wiemy, że Mikroświat to środowisko zamknięte, które w większości tworzą te same osoby. Część z nich po prostu przegrała walkę z chorobą, która powszechnie znana jest jako realioza. Kolejna grupka przegrała walkę z syndromem wypalenia, który nie pozwolił im na dalszą aktywność. Byli zmuszeni odejść i porzucić mikroświat, lecz na ich miejsce nie przybyło zbyt wielu nowych obywateli. Czy jednak mikronacje są na tyle nudną rozrywką, że ciężko przyciągnąć młode osoby? Czy zabierają niewiadomo ile wolnego czasu? Nie i nie! W  dobie smartfonów w każdej chwili możemy rzucić okiem na forum czy komunikator, aby być na bieżąco. Również napisanie wiadomości na urządzeniach mobilnych nie jest wyzwaniem. Dla niektórych wręcz jest wygodniejsze niż korzystanie z klasycznego PC czy notebook’a. Mimo wszystko, mając te wszystkie udogodnienia, które – jak się pozornie wydaje – ułatwiają funkcjonowanie w mikroświecie, nowych przybyszy nie widać. Także przez lata mojej działalności byłem świadkiem wielu – jak widać po czasie, niezbyt udanych – prób promocji Wirtualnego Świata poza jego granicami. Jak wszyscy wówczas sądzili, głównym polem do popisu w dziedzinie promocji, będzie Facebook i jego potęga. Niestety, jak dziś widzimy, portale społecznościowe nie dały nam tych owoców, których wtedy wszyscy oczekiwali. To tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że Polski Mikroświat jest skazany – niczym Titanic na górę lodową – na upadek. Prawdopodobnie wszyscy o tym wiemy, lecz nikt z nas nie dopuszcza tej myśli do siebie, gdyż każdemu z nas leży na sercu dobro tego, co było naszym wspólnym dzieckiem. Co możemy zrobić w tej sytuacji? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie mam żadnej koncepcji, lecz chciałbym zadać Wam – szanowni czytelnicy – pracę domową. Mamy sezon wakacyjny, część z nas beztrosko wypoczywa, np. leżąc na plaży – proszę, niech każdy poświęci 5, 10 albo nawet 15 minut na analizę sytuacji Polskiego Mikroświata, na przyczyny jego słabej i wciąż słabnącej popularności; jak można go ulepszyć, aby stał się prostszy i bardziej zrozumiały dla nowych mieszkańców. Kto wie – może ktoś z nas wpadnie na genialną myśl i będziemy świadkami epokowego skoku i na nowo przywrócimy blask Pollinowi.

Podsumowując, Mikroświat znalazł się na krawędzi, na tej samej krawędzi, na której znajduje się od conajmniej 10 lat. Pamiętam moje początki, lata mojej młodości – był to rok 2008, Pollin zamieszkiwało jakby więcej osób, popularność Internetu była na fali wznoszącej i proszę mi wierzyć – już wtedy dało się słyszeć głosy o kryzysie personalnym. Mijały kolejne lata i ludzie opuszczali Pollin, niektórzy na stałe, niektórzy chwilowo. Po tych 10 latach mogę śmiało stwierdzić, że jest nas – Mikronautów – dużo mniej, ale same Mikronacje wykonały ogromny skok do przodu – jakościowy i klimatyczny. To pierwsze dwie cechy, które rzucają się w oczy. Mimo to, nie przyciąga to nowych mieszkańców. A więc co ich przyciągnie?…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s